czwartek, 26 lipca 2012

52.

Poniedziałek w Górkach. Ostatnie 16stkowe godziny spędzone z fejmys pipyl na robieniu pizzy i jedzeniu rosołu.
Wtorek zaczęli za mnie Jasiu, Ula i Ana, którzy obudzili się o 8, a na 9 byli już u mnie z niespodzianką. Potem dentysta, u którego jak zwykle spędziłam mniej niż 5 minut, super rodzinna impreza, na której głównym tematem było koszenie trawy i pielęgnowanie ogrodu, no i przy okazji spotkanie się z Ingą (dzięki :*). W środę ogarnęłam znowu Górki, tym razem z Doncią i małym Jasiem, który wcale nie chciał spać, ale przynajmniej zostałam zaakceptowana i mam nowe dziecko, którego jestem ciocią <3.
Dziś wielkie pakowanie, bo jutro o 11 wreszcie wyjeżdżam. Mamy samolot o 14:35, więc musimy tam być na 12. Oby nie było za zimno w samolocie, bo nie zabieram ze sobą grubszego swetra.
Módlcie się mi o pogodę tam w Anglii! :)





symboliczny rosół

tort od Any, Ulki i Jaśka <3

1 komentarz: