Weekend tak jak się spodziewałam minął sympatycznie.
Tu górki z KI, tu Mikołów w Ustro, tu Manhatan na spacerze.
Z piątku na sobotę byłam w górkach na "pidżama party", które baaardzo mi się podobało i niestety nie mogę nic więcej powiedzieć na ten temat, bo Monsterzy (wtajemniczeni i ludzie którzy mają fejsa wiedzą o co chodzi). W produktywną sobotę z rana kochane 10 km do domu na rowerze (wyjątkowo powrót trwał 2h), potem korki i zdjęcia z Lamą i Kisi na zawodziu. Niedziela z Ingą i koleżanką pizzą + koleś z dziwną piętą, machający nogą z drugiego brzegu.
Ludzie, czytajcie potop, bo zginiecie na polskim [*].
Cieszę się z drobiazgów.
super ryjacz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz