Ten tydzień od początku roku był jednym z najlepiej spędzonych.
Poniedziałek posiedzieliśmy z 2h nad "Niagarą" w Cn, ale tak na serio tam sie nie dało siedzieć, tylko sie w sumie zwisało. Jako że to był crazy day, to ogarnęłyśmy z Kubistą plac zabaw i pofociłyśmy. We wtorek zrobiliśmy surprise'a Lamie z Budniakiem i wbiliśmy jej do domu, gdzie zjedliśmy grzanki (ja do tego sobie dałam sera z dżemem [*]). Po południu pojechałam do metropolii Koniaków na ognisko rodzinne, gdzie tym razem niestety nie rysowałam z Kariną Kacprowi czerwonych syren, ale za to poturlaliśmy się z górki (moje biedne ręce i nogi). Śrooda jakoś tak leniwie do połowy dnia, a potem już tylko aktywnie. Pierw robiłam za fotografa na rynku, a potem znów spontan rower, welcome to Górki i ogniiisko u Julki (pozdraaawiam całą ekipę!). W drodze powrotnej oczywiście coś musiało się stać i Lame zaatakował konar o pseudonimie "patyk".
Dziś bardziej na spokojnie spędzam ten dzień, a jutro po raz kolejny Górki.
z soboty
z poniedziałku
fajny pojemnik na mydło nie
i wtorek Kacper i Karina
HAHAHAHHAHAAHHAAHAH SIKAM ZE MNIE <3
OdpowiedzUsuń