Na ZABILI MI ŻÓŁWIA jednak nie pojechałam, ponieważ tak bardzo kocham deszcz,
że wolałam patrzeć na niego zza okna.
Tak więc piątek super aktywnie spędzony w cieplutkim domku.
Produktywna Sobota w Sko spędzona z Lamą na szukaniu skarbów wśród zaśmierdzianych ubrań. Drogerie też się bardzo ucieszyły i pozbyły się 2 lakierów. No i bardzo miła pani z Delfina zapodała nam wspaniałą zapiekankę (odgrzewała ją przez 20 minut).
No a niedziela? Jedno wielkie obijanie się i grill u Any.
Kolejnym wyznaczonym dniem, którym żyję jest środa.
Mam nadzieję, że będzie znowu co wspominać.
Cieszę się, że znam tylu ludzi, którzy są dobrzy.
Soooo, see you later!
koszule z ciucholandu i super kurtka za 4 zeta kupiona na spółę
dni Skoczowa, full ludzi w południe



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz