poniedziałek, 21 maja 2012

35.

Nie wiem jak inni, ale ja żyję tylko weekendami. 
Czas do wolnego jakoś mi się jeszcze bardziej zaczął dłużyć. 
Dziś pierwszy raz poczułam, że za niecały miesiąc wakacje. Lato. Codzienne wstawanie o której się chce (ja preferuję godziny popołudniowe) i zasypianie o 3 albo 4 w nocy. Te ciepłe dni, kiedy nawet basen nie wystarcza. I te noce, gdy najlepiej śpi się pod gołym niebem. Mniej obowiązków, więcej swobody. Robienia czego się chce, jeżdżenia gdzie się chce i wracania do domu z grubym spóźnieniem. Robienie rano bogatych śniadań, a wieczorem ognisk, które trwają do nocy. Smak zimnej wody podczas wleczenia się po mieście. Zapach skóry po opalaniu. Zapach skoszonej trawy z rana. I placków, oscypków i gofrów. Sypianie w namiotach. Aktywne spędzanie czasu. Czas dla samego siebie. Ten beztroski stan, który trwa 2 miesiące. Chcę go!





+ jak ktoś zgadnie gdzie i kogo ten pokój dam mu 10 gr :*

3 komentarze: